Oferta transportu autokarowego z Krakowa do Warszawy staje się coraz bogatsza. W ramach programu testowania usług przewoźnika LuxExpress chcieliśmy więc dokładnie sprawdzić jakość i warunki podróżowania autokarowego Kraków - Warszawa. Żeby test był bardziej wiarygodny postanowiliśmy pojechać całą rodziną z Szanowną Żoną oraz dwójką młodych testerów w wieku 7 i 10 lat. Plan był dość napięty, dzień zaplanowany jako dość długi, głównym punktem wycieczki miała być nielada gratka dla młodych naukowców - czyli wizyta w Centrum Nauki Kopernik. Bladym więc świtem, bo przed godz. 5.30 rano zjawiliśmy się na stanowisku DA w Krakowie, gdzie czekał na nas okazały "środek transportu" wraz z kierowcą. Musiał on niestety prowadzić nie do końca miłą rozmowę z inną parą pasażerów, którzy mieli pewne problemy z biletami - ważna uwaga - w LuxExpress bilety są imienne, osoba jadąca musi posiadać bilet kupiony na swoje nazwisko. Nie do końca jest to jasno przedstawione na stronie internetowej przewoźnika. Z tego co udało się zrozumieć w opisywanym problemie na jedną osobę kupione były dwa bilety, a inna osoba chciała pojechać na jednym z nich - kierowca jednak nie zgodził się na to. Skończyło się tak, że pasażer a właściwie pasażerka bez biletu imiennego musiała zakupić bilet na siebie u kierowcy. Inni pasażerowie próbowali się wstawiać w tej sprawie, ale w końcu udało się nam wystartować. Od początku autokar robi wrażenie.
Jest w nim naprawdę dużo miejsca. Miedzy szerokimi, wygodnymi i dobrze wykończonymi fotelami znajduje się pokaźna przestrzeń i nawet mimo rozłożenia fotela przez współpasażera przed nami nie ma problemu z brakiem miejsca, czy koniecznością podkurczania nóg - czego jako człowiek niemały doświadczyłem już u innych przewoźników autokarowych. Nad każdą parą foteli znajduje się panel z małą lampką oraz indywidualnie sterowaną klimatyzacją, która zapewniała pełen komfort podróży.
Ciekawym rozwiązaniem jest rozkładany stolik na każdym fotelu, który po rozłożeniu będzie doskonale służył na pewno to położenia na nim laptopa, a dzięki temu praca na komputerze podczas podróży będzie całkiem wygodna - wszystko to zawdzięczamy dużej ilości przestrzeni między rzędami foteli. W innych autokarach miałem problem z wystarczającym otwarciem laptopa - po prostu nie było tyle miejsca. Pod każdą parą foteli znajduje się pojedyncze gniazdo 230V.
Ja skorzystałem z niego ładując telefon, nie było z tym żadnych problemów. Jedynie może warto się zastanowić, czy nie sensownym byłby podwójne gniazdo? Drugi pasażer obok musi czekać na swoją kolej :)
Młodsza część naszej wycieczki od początku zainteresowała się multimedialnym systemem rozrywki w zainstalowanych w oparciach tabletach - buspadach.
Większość dostępnych gier została więc gruntownie przetestowana. A oferta jest całkiem spora. Oprócz gier znaleźć też można dość szeroki wybór filmów a także seriali. Co prawda nie są to obecne hity ale w ramach kilku godzin podróży czemu nie przypomnieć sobie np. Prision Break? Nawet najmłodsi znajdą dla siebie specjalne pozycje. W naszym przypadku hitem było "Jak wytresować smoka". Co ważne, większość filmów ma do wyboru wersję językową, lub napisy. Melomani mogą też znaleźć duży zestaw różnorodnej muzyki. Do słuchania audio konieczne jest posiadanie własnych słuchawek, jest również możliwe nabycie ich u kierowcy. Dorosła część naszej wycieczki preferowała raczej przeglądanie internetu niż granie czy oglądanie filmów. Muszę przyznać że nie było z tym problemów. Każda próba otwarcia jakiejkolwiek strony była udana, nie pojawiały się żadne błędy - co muszę przyznać było dobrym zaskoczeniem, bo spodziewałem się trudności w zasięgu (może mam złe doświadczenia).
Widoczne ograniczenie jakie zostało nałożone to całkowita blokada na youtube.com - nie można w ogóle odtworzyć żadnego filmu z tego serwisu. Dobrym rozwiązaniem jest dostęp do samoobsługowego automatu z gorącymi napojami. Do wyboru jest cała gama herbat, kawa, czekolada. Każdy chętny po prostu sobie nalewa na co tylko ma ochotę, a ilość wypitych napojów nie jest limitowana. Na wiele dobrych słów zasługuje toaleta na pokładzie. Nie dość, że jest całkiem sporych rozmiarów, to do tego jest utrzymana w doskonałej czystości i naprawdę nic jej nie brakuje. Duży plus za nieograniczony dostęp do takiego WC na pokładzie autokaru.
Przejazd może trochę trwał, lecz do Warszawy dotarliśmy ok 12 minut przed czasem, całość podróży zajęła więc 4 godz i 13 minut. Dojechaliśmy do przystanku Metro Wilanowska i dość szybkim krokiem udaliśmy się do metra (też swoista atrakcja dla dzieciaków, szczególnie fakt przesiadki na drugą linię metra) aby dotrzeć do podstawowego celu naszej wycieczki, czyli Centrum Nauki Kopernik.
Może to miejsce nie jest standardowym pierwszym celem wycieczek do Stolicy, ale jednak moi mail naukowcy już od dawna byli bardzo zainteresowani tym obiektem. Trzeba zwrócić uwagę na potężne zainteresowanie CNK, ok tydzień wcześniej próbowałem zakupić bilety wstępu przez system on-line, niestety pierwszą możliwą godziną wejścia była 17.20 - dla nas za późno. Na szczęście jest możliwość zakupu pewnej puli biletów w kasie, na dzień bieżący. Informacja telefoniczna sugerowała przybycie jeszcze przed otwarciem kas, czyli w sobotę przed godziną 10.00. Żeby więc bez problemu udało się wejść na teren Centrum bez czekania, postanowiłem poprosić kuzynostwo z Warszawy o pomoc. Dzięki temu po dotarcu na miejsce bilety już na nas czekały. Po drodze jeszcze zrobiliśmy kilka fotek przy nadwiślańskiej Syrence z perspektywą na Stadion Narodowy. Szybko do wejścia do CNK, bo czas nas przecież goni. Centrum Nauki Kopernik to doskonałe miejsce dla młodych a również i dla starszych. Na potężnej powierzchni dwóch poziomów można bez problemu dotykać i sprawdzać działanie wszystkich eksponatów, oraz wykonywać wszelkie możliwe doświadczenia z dziedziny fizyki, biologii, astronomii. Na parterze spotkaliśmy serię wystaw tematycznych, a także uczestniczyliśmy w małych zajęciach praktycznych z zasad krzesania ognia.
Wcześniej jeszcze zostaliśmy zaproszeni na spektakl do teatru robotycznego, gdzie trzy roboty odegrały dla nas scenkę nt swiata dwóch, trzech i więcej wymiarów. Mogliśmy też podziwiać mikroświat na wystawie zdjęć w wielkich powiększeniach. To jednak był dopiero początek. Na pierwszym piętrze znaleźliśmy bardzo wiele wszelkiej maści eksponatów prezentujących wszelkie zjawiska fizyczne, a także pokazujących zasady działania ludzkiego Ciała. Oprócz tego mogliśmy porównać swoje możliwości biegania czy zwinności z możliwościami różnych zwierząt. Spotkaliśmy też makietą mostu podwieszanego i naocznie sprawdziliśmy zasadę jego działania. Rozrywkom i zajęciom nie było końca.
Jednak czas szybko mijał, a chcieliśmy jeszcze zobaczyć kilka standardowych punktów na trasie podstawowej zwiedzania Warszawy. Powoli opuszczaliśmy więc teren CNK. Krótkim spacerem udaliśmy się na Warszawską Starówkę. Po kilku zdjęciach przy Kolumnie Zygmunta i Zamku Królewskim.
Z pomocą miejskiego autobusu pojechaliśmy do Łazienek. Tam spędziliśmy miły czas spacerując i śledząc wiewiórki.
Dzień jednak miał się już ku końcowi. W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Pałac Kultury i Nauki
- i podążaliśmy za chwilę metrem na stację Wilanowska. Tam byliśmy nieco przed czasem. Autokar LuxExpress już na nas czekał,
po chwili kierowca zaczął wpuszczać pasażerów.
Odjechaliśmy punktualnie - tym razem czas również na początku umilił nam system rozrywki pokładowej w postaci filmów i dostępu do internetu. Jednak najmłodsi odczuli zmęczenie dniem pełnym wrażeń i po ok godzinie wyłożyli się w wygodnych, rozłożonych fotelach do snu. My z żoną spędziliśmy resztę czasu na wygodnej podróży. Co ciekawe do Krakowa dotarliśmy w 4 godziny i 3 minuty - to bardzo dobry czas przejazdu. Zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do domu. Wydawać się mogło, że jednodniowy przejazd Kraków - Warszawa - Kraków linią autokarową z dwójką dzieci to dość ekstremalny pomysł. Jednak jakość przejazdu oraz dostępne atrakcje na pokładzie zrekompensowały nieco dłuższy czas podróży. Znając poziom zmęczenia po podróży do stolicy z Krakowa i powrót tego samego dnia samochodem stwierdzić muszę, że przejazd LuxExpressem nie był na tyle męczący. Pewnie jeszcze nie raz wybierzemy tą linię.
Bladym więc świtem, bo przed godz. 5.30 rano zjawiliśmy się na stanowisku DA w Krakowie, gdzie czekał na nas okazały "środek transportu" wraz z kierowcą. Musiał on niestety prowadzić nie do końca miłą rozmowę z inną parą pasażerów, którzy mieli pewne problemy z biletami - ważna uwaga - w LuxExpress bilety są imienne, osoba jadąca musi posiadać bilet kupiony na swoje nazwisko.
Nie do końca jest to jasno przedstawione na stronie internetowej przewoźnika. Z tego co udało się zrozumieć w opisywanym problemie na jedną osobę kupione były dwa bilety, a inna osoba chciała pojechać na jednym z nich - kierowca jednak nie zgodził się na to. Skończyło się tak, że pasażer a właściwie pasażerka bez biletu imiennego musiała zakupić bilet na siebie
u kierowcy. Inni pasażerowie próbowali się wstawiać w tej sprawie, ale w końcu udało się nam wystartować.
Od początku autokar robi wrażenie.
Jest w nim naprawdę dużo miejsca. Miedzy szerokimi, wygodnymi i dobrze wykończonymi fotelami znajduje się pokaźna przestrzeń i nawet mimo rozłożenia fotela przez współpasażera przed nami nie ma problemu z brakiem miejsca, czy koniecznością podkurczania nóg - czego jako człowiek niemały doświadczyłem już u innych przewoźników autokarowych.
Nad każdą parą foteli znajduje się panel z małą lampką oraz indywidualnie sterowaną klimatyzacją, która zapewniała pełen komfort podróży.
Ciekawym rozwiązaniem jest rozkładany stolik na każdym fotelu, który po rozłożeniu będzie doskonale służył na pewno to położenia na nim laptopa, a dzięki temu praca na komputerze podczas podróży będzie całkiem wygodna - wszystko to zawdzięczamy dużej ilości przestrzeni między rzędami foteli.
W innych autokarach miałem problem z wystarczającym otwarciem laptopa - po prostu nie było tyle miejsca. Pod każdą parą foteli znajduje się pojedyncze gniazdo 230V.
Ja skorzystałem z niego ładując telefon, nie było z tym żadnych problemów. Jedynie może warto się zastanowić, czy nie sensownym byłby podwójne gniazdo? Drugi pasażer obok musi czekać na swoją kolej :)
Młodsza część naszej wycieczki od początku zainteresowała się multimedialnym systemem rozrywki w zainstalowanych w oparciach tabletach - buspadach.
Większość dostępnych gier została więc gruntownie przetestowana. A oferta jest całkiem spora. Oprócz gier znaleźć też można dość szeroki wybór filmów a także seriali. Co prawda nie są to obecne hity ale w ramach kilku godzin podróży czemu nie przypomnieć sobie np. Prision Break? Nawet najmłodsi znajdą dla siebie specjalne pozycje. W naszym przypadku hitem było "Jak wytresować smoka". Co ważne, większość filmów ma do wyboru wersję językową, lub napisy. Melomani mogą też znaleźć duży zestaw
różnorodnej muzyki. Do słuchania audio konieczne jest posiadanie własnych słuchawek, jest również możliwe nabycie ich u kierowcy.
Dorosła część naszej wycieczki preferowała raczej przeglądanie internetu niż granie czy oglądanie filmów. Muszę przyznać że nie było z tym problemów. Każda próba otwarcia jakiejkolwiek strony była udana, nie pojawiały się żadne błędy - co muszę przyznać było dobrym zaskoczeniem, bo spodziewałem się trudności w zasięgu (może mam złe doświadczenia).
Widoczne ograniczenie jakie zostało nałożone to całkowita blokada na youtube.com - nie można w ogóle odtworzyć żadnego filmu z tego serwisu.
Dobrym rozwiązaniem jest dostęp do samoobsługowego automatu z gorącymi napojami. Do wyboru jest cała gama herbat, kawa, czekolada. Każdy chętny po prostu sobie nalewa na co tylko ma ochotę, a ilość wypitych napojów nie jest limitowana.
Na wiele dobrych słów zasługuje toaleta na pokładzie. Nie dość, że jest całkiem sporych rozmiarów, to do tego jest utrzymana w doskonałej czystości i naprawdę nic jej nie brakuje. Duży plus za nieograniczony dostęp do takiego WC na pokładzie autokaru.
Przejazd może trochę trwał, lecz do Warszawy dotarliśmy ok 12 minut przed czasem, całość podróży zajęła więc 4 godz i 13 minut.
Dojechaliśmy do przystanku Metro Wilanowska i dość szybkim krokiem udaliśmy się do metra (też swoista atrakcja dla dzieciaków, szczególnie fakt przesiadki na drugą linię metra) aby dotrzeć do podstawowego celu naszej wycieczki, czyli Centrum Nauki Kopernik.
Może to miejsce nie jest standardowym pierwszym celem wycieczek do Stolicy, ale jednak moi mail naukowcy już od dawna byli bardzo zainteresowani tym obiektem.
Trzeba zwrócić uwagę na potężne zainteresowanie CNK, ok tydzień wcześniej próbowałem zakupić bilety wstępu przez system on-line, niestety pierwszą możliwą godziną wejścia była 17.20 - dla nas za późno. Na szczęście jest możliwość zakupu pewnej puli biletów w kasie, na dzień bieżący. Informacja telefoniczna sugerowała przybycie jeszcze przed otwarciem kas, czyli w sobotę przed godziną 10.00. Żeby więc bez problemu udało się wejść na teren Centrum bez czekania, postanowiłem poprosić kuzynostwo z Warszawy o pomoc. Dzięki temu po dotarcu na miejsce bilety już na nas czekały. Po drodze jeszcze zrobiliśmy kilka fotek przy nadwiślańskiej Syrence z perspektywą na Stadion Narodowy.
Szybko do wejścia do CNK, bo czas nas przecież goni.
Centrum Nauki Kopernik to doskonałe miejsce dla młodych a również i dla starszych. Na potężnej powierzchni dwóch poziomów można bez problemu dotykać i sprawdzać działanie wszystkich eksponatów, oraz wykonywać wszelkie możliwe doświadczenia z dziedziny fizyki, biologii, astronomii. Na parterze spotkaliśmy serię wystaw tematycznych, a także uczestniczyliśmy w małych zajęciach praktycznych z zasad krzesania ognia.
Wcześniej jeszcze zostaliśmy zaproszeni na spektakl do teatru robotycznego, gdzie trzy roboty odegrały dla nas scenkę nt swiata dwóch, trzech i więcej wymiarów. Mogliśmy też podziwiać mikroświat na wystawie zdjęć w wielkich powiększeniach.
To jednak był dopiero początek. Na pierwszym piętrze znaleźliśmy bardzo wiele wszelkiej maści eksponatów prezentujących wszelkie zjawiska fizyczne, a także pokazujących zasady działania ludzkiego Ciała. Oprócz tego mogliśmy porównać swoje możliwości biegania czy zwinności z możliwościami różnych zwierząt. Spotkaliśmy też makietą mostu podwieszanego i naocznie sprawdziliśmy zasadę jego działania. Rozrywkom i zajęciom nie było końca.
Jednak czas szybko mijał, a chcieliśmy jeszcze zobaczyć kilka standardowych punktów na trasie podstawowej zwiedzania Warszawy. Powoli opuszczaliśmy więc teren CNK.
Krótkim spacerem udaliśmy się na Warszawską Starówkę. Po kilku zdjęciach przy Kolumnie Zygmunta i Zamku Królewskim.
Z pomocą miejskiego autobusu pojechaliśmy do Łazienek. Tam spędziliśmy miły czas spacerując i śledząc wiewiórki.
Dzień jednak miał się już ku końcowi. W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Pałac Kultury i Nauki
- i podążaliśmy za chwilę metrem na stację Wilanowska. Tam byliśmy nieco przed czasem. Autokar LuxExpress już na nas czekał,
po chwili kierowca zaczął wpuszczać pasażerów.
Odjechaliśmy punktualnie - tym razem czas również na początku umilił nam system rozrywki pokładowej w postaci filmów i dostępu do internetu. Jednak najmłodsi odczuli zmęczenie dniem pełnym wrażeń i po ok godzinie wyłożyli się w wygodnych, rozłożonych fotelach do snu. My z żoną spędziliśmy resztę czasu na wygodnej podróży.
Co ciekawe do Krakowa dotarliśmy w 4 godziny i 3 minuty - to bardzo dobry czas przejazdu. Zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do domu.
Wydawać się mogło, że jednodniowy przejazd Kraków - Warszawa - Kraków linią autokarową z dwójką dzieci to dość ekstremalny pomysł. Jednak jakość przejazdu oraz dostępne atrakcje na pokładzie zrekompensowały nieco dłuższy czas podróży. Znając poziom zmęczenia po podróży do stolicy z Krakowa i powrót tego samego dnia samochodem stwierdzić muszę, że przejazd LuxExpressem nie był na tyle męczący. Pewnie jeszcze nie raz wybierzemy tą linię.